W dniach 7-9.07.2006 uczestniczyliśmy w II Międzynarodowym Zlocie Miłośników Fortyfikacji i
Opuszczonych Obiektów. Miejscem docelowym po raz drugi była Grupa Warowna Cegielnia w Wałczu,
gdzie za sprawą naszego kolegi będącego dzierżawcą obiektu, zlokalizowane było Zlotowe obozowisko.
Licznie przybyła grupa uczestników Zlotu z całej Polski jak i spoza niej, prawdziwie letnia pogoda, która
przy dłuższej ekspozycji dawała się we znaki, jak również piękno okolicznych terenów- to wszystko jak
i wiele innych elementów tworzyło niepowtarzalny klimat imprezy.
Dzień pierwszy upłynął pod znakiem akredytacji uczestników Zlotu, którzy na miejsce docierali do
późnych godzin wieczornych. Do tego czasu wszyscy obecni mieli możliwość zwiedzenia przyległego
terenu, którego perełką jest właśnie górująca od strony południowo-wschodniej miasta G. W. Cegielnia.
Uczestnictwo w Zlocie uprawniało nas do nieograniczonego dostępu do wnętrza obiektu, wewnątrz
którego za sprawą miejscowej grupy pasjonatów historii występujących w strojach z epoki,
zorganizowana jest ekspozycja związana z drugowojenną historią miasta i okolicy, prezentowaną przez
pryzmat umocnień i walk o Wał Pomorski . Oficjalne rozpoczęcie Zlotu miało miejsce o godz. 20.00,
jednakże godzina ta została przyjęta dla formalności, jako że sam wjazd na teren był już wiążącym z
uczestnictwem. Każdy uczestnik otrzymał identyfikator ze swoim nickiem, którego celem było ułatwienie
nawiązywania nowych znajomości. A tych i tym razem nie brakowało... Szeroko rozumiana integracja
Zlotowiczów podparta płomieniami ogniska i biesiadą do białego rana, nie była w stanie w pełni
schłodzić rozgrzanych ciał, stąd uzasadnionym uzupełnieniem całodziennej ekspozycji słonecznej, była
kapiel w pobliskim jeziorku, które z chwilą otwarcia Zlotu, stało się upragnionym miejscem każdego
bunkrowca. Ta swego rodzaju "mekka" , spełniała swe funkcje również podczas późnych godzin
nocnych, w czasie których byliśmy konkurencją dla śpiącego miejscowego ptactwa wodnego. Wspólne
debaty, dyskusje, wymiana poglądów i doświadczeń to wszystko sprzyjało nawiązywaniu kontaktów do
białego rana....
Dzień kolejny, czyli sobota, oprócz aktywnego wypoczynku zmęczonych integracją ciał i dusz,
upłynęła pod znakiem terenowego rekonesansu, wśród których prym wiodły główne dwa punkty
programu, a mianowicie: wycieczka do byłych koszar wojskowych na terenie których nie lada atrakcją są
zachowane w całości poniemieckie bunkry wraz z unikalną wieżą obserwacyjną, wkomponowaną w
przybramny budynek koszarowy oraz wyprawa do miejscowości Strzaliny, w której na Górze Wisielczej
znajduje się największy na Wale Pomorskim podziemny kompleks wchodzący w skład grupy warownej.
Jej komunikacyjne arterie tworzy ciąg ponad 800 m korytarzy.
Podczas obydwóch wycieczek towarzyszyła nam TVP Szczecin, która z naszym udziałem tworzyła
kolejny odcinek cyklu Misja Gryf , jaki wkrótce będzie do zobaczenia na łamach ogólnopolskiej TVP.
Podziemne wędrówki sprawiły, że po powrocie do bazy z przyjemnością oddaliśmy się towarzyskiej
atmosferze, która w porze wieczorowej przebiegała na dwóch poziomach: obozowo-zlotowym i
zlotowo-piłkarskim, jako że w tym dniu rozgrywano mecz o III m-ce M. Ś. w piłce nożnej. ta druga
grupa dzięki temu wsparła miejscowego przedsiębiorcę, który nie odbiegając od tematu związanego z
betonem, prowadzi bar wybudowany na jednym z miejscowych bunkrów J .
Niedziela . kolejny dzień Zlotu, niestety zwiastujący, ze powoli dobiega końca Poranna kąpiel,
omówienie trasy powrotnej, wymiana adresów, zwijanie obozowiska . pożegnania ostatnie pobliskie
rekonesanse terenowe, m.in. G. W. Marianowo pod tym szyldem ubiegały godziny przedpołudniowe. Po
nich, zmotoryzowana część Zlotowiczów, a właściwie zainteresowani reprezentanci, postanowili
wykorzystać swą obecność w tym regionie Polski i zwiedzić kolejne zakątki Pommernstellung . w ten
oto sposób, z nieodzownym towarzystwem nie oszczędzającego nas lipcowego słońca, dotarliśmy do
kolejnej atrakcji, a mianowicie do Góry Śmiadowskiej koło Łączna, w której znajduje się całkowicie
wykończona grupa warowna licząca ponad 250 m korytarzy. Niestety obecnie jest ona znacznie
zniszczona, ale dostępna i czytelna w swym założeniu. Wspólne zdjęcie upamiętniające naszą obecność
zakończyło tę część wyprawy, po której następnie udaliśmy się w kierunku Bornego Sulinowa, przed
którym zwiedziliśmy interesującą, zabytkową poradziecką nekropolię. W samym Bornym Sulinowie
zmyliśmy z siebie eksploracyjny brud i kurz, kąpiąc się w miejscowym jeziorze, po czym udaliśmy się w
drogę powrotną w kierunku Wałcza. Był on ostatnim punktem wspólnych Zlotowych zmagań. W nim to
po raz ostatni wymieniliśmy się uściskami, obiecując sobie, że wkrótce ponownie się spotkamy.
Trudno być tutaj rzecznikiem wszystkich uczestników Zlotu, jednakże z mojej strony uznam całe
przedsięwzięcie za udane. Mnogość atrakcji jakich każdy z uczestników mógł zaznać, a których co
ważne, mógł dobrać wg własnych potrzeb i upodobań, gwarantowała wyśmienitą zabawę, połączoną z
edukacją i poszerzaniem horyzontów związanych z życiową pasją, jaką są dla zdecydowanej większości
uczestników bunkry.
Marcin Mościcki (2006)