Po odzyskaniu wolności w styczniu 1919 roku budynek szkoły przejęły polskie władze oświatowe,
które uruchomiły w nim ponownie proces dydaktyczny. Placówka otrzymała imię Stanisława Staszica od
nowej nazwy ulicy, przy której się mieściła. Za swoja wydajną pracę w roku 1924 szkoła została uznana
najlepszą placówką oświatową w powiecie inowrocławskim. W roku 1933 naukę rozpoczęły w niej
dziewczęta z Inowrocławia i okolic. Pod koniec sierpnia 1939 roku budynek zajęło wojsko w związku z
okresem mobilizacji przez spodziewaną wojną z III Rzeszą. W tym czasie urzędowali w tym budynku
również urzędnicy m.in. były Prezydent Miasta lekarz dr Krzymiński.
8 września 1939 roku zapoczątkował najtragiczniejszy okres w dziejach szkoły. Po zajęciu miasta
przez 337 pułk Werhmachtu budynek przez pewien czas stanowił miejsce zakwaterowania wojsk
niemieckiego okupanta. W nocy 30 listopada 1939 roku wysiedlono do Starachowic w województwie
kieleckim ostatniego przedwojennego kierownika szkoły Wojciecha Falkowskiego wraz z żoną i trojgiem
dzieci. Jeszcze w 1939 roku w placówce rozpoczęła działalność szkoła powszechna, następnie średnia dla
niemieckich dzieci, których większość pochodziła z terenów III Rzeszy i krajów nadbałtyckich.
Pod koniec hitlerowskiej okupacji w 1944 roku funkcje oświatowe budynku musiały ustąpić miejsca
celom militarnym. Niemcy stworzyli tutaj lazaret wojskowy dla swoich rannych żołnierzy. Oprócz
niemieckiego personelu medycznego w opiece nad rannymi pomagały im w formie wolontariatu polskie
cywilne mieszkanki miasta i lekarka, dla których nie był obojętny los człowieka, nawet wroga. W
momencie zbliżania się wojsk radzieckich do miasta ranni żołnierze zostali pozostawieni przez niemiecki
personel na pastwę losu. Po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną (21 stycznia 1945 r.) Rosjanie
umieścili w budynku również swoich rannych. Fakt lepszego (wg.Rosjan) traktowania przez polskie
wolontariuszki niemieckich żołnierzy spowodował konflikt. Kwiaty na ich stolikach wyłożonych czystymi
białymi obrusami, krzyże w salach Niemców, a także troskliwa opieka Polek nad nimi doprowadziła do
tego, że wyzwoliciele ze Wschodu grożąc przymusowym wcieleniem inowrocławianek do korpusu
sanitarnego Armii Czerwonej i wysłaniem ich na front rozkazali usunąć niemieckich rannych pod groźbą
ich rozstrzelania i przygotować miejsca dla coraz większej liczby poszkodowanych czerwonoarmistów.
Rosjanie nie mogli zrozumieć faktu dobrowolnej polskiej opieki nad niedawnymi okupantami. W
cywilizacji bizantyjskiej nie istniało bowiem pojecie opieki nad rannym wrogiem. Przerażone
wolontariuszki przez kilkanaście następnych dni nie odwiedzały budynku tymczasowego lazaretu bojąc
się radzieckich represji. Mimo grożącego niebezpieczeństwa ze strony Rosjan wywózką na front
inowrocławianki powróciły do szkoły i stwierdziły, że sale gdzie przebywali ranni Niemcy były puste, a ich
zwłoki spoczywały w stertach na dwóch wozach. Według relacji światków wydarzeń pewnej nocy
pomiędzy 25 stycznia a 10 lutego 1945 roku do budynku lazaretu po zmuszeniu polskiego dozorcy do
jego otwarcia wkroczyło kilku radzieckich żołnierzy (prawdopodobnie z formacji NKWD). Chodząc od
jednej sali do drugiej uśmiercali rannych Niemców strzałem z broni krótkiej i maszynowej w serce lub w
głowę pytając się ich wcześniej o wybór śmierci. Nielicznym udało się schronić na poddaszu szkoły.
Przybyłe Polki odnalazłszy osiwiałych ze strachu i obłąkanych z przerażenia ocalałych z pogromu Niemców
przetransportowały ich mimo niebezpieczeństwa do szkoły rolniczej znajdującej się u zbiegu ulic
Św.Mikołaja i Studziennej. Zwłoki pomordowanych jeńców niemieckich w ilości (30-50 osób) znajdujące
się na dwóch konnych wozach na dziedzińcu szkoły przez wiele dni stały samotnie w oczekiwaniu na
chrześcijański pochówek. Konflikt, który spowodował masakrę miał być może swoje źródło w tym, że
wkraczający do miasta 21 stycznia Rosjanie zostali ostrzelani ogniem karabinów maszynowych przez
niemieckich żołnierzy wojsk osłonowych, które miały stanowisko bojowe znajdujące się w południowej
bramie przy budynku szkoły. Chcąc się zemścić spowodowali więc zagładę przebywających tam rannych
hitlerowców. Wydaje się to jednak bezzasadne, ponieważ opór w tym miejscu został błyskawicznie
zlikwidowany. Nic więc nie usprawiedliwia mordu na bezbronnych żołnierzach.

