2 września miał miejsce ogromny nalot bombowy dwóch dywizjonów Junkersów JU-87 B, które
zrzuciły 26,5 t bomb. Zniszczono doszczętnie wartownię nr 5, cztery nowoczesne moździerze oraz zerwano
łączność pomiędzy wartowniami i placówkami. Żołnierze z placówek FORT i ELEKTROWNIA bez
rozkazu opuścili swoje stanowiska. Dowódca mjr Henryk Sucharski zszokowany skutkami nalotu kazał
spalić szyfry(radiotelegrafista WST- sierż. Rasiński nie wykonał całkowicie tego rozkazu i nie został
zamordowany przez Niemców we wrześniu - został zabrany do ośrodka nasłuchu radiowego Kriegsmarine
w Brusterort), sprzeciwiał się dalszej obronie i nakazał wywiesić białą flagę. Wiedział on bowiem, że załodze
nikt nie pomoże (co zataił przed żołnierzami) i dalsza obrona nie ma sensu. Z-ca dowódcy Westerplatte kap.
Dąbrowski złamał rozkazy swojego dowódcy nakazując usunięcie oznak kapitulacji. Zorganizował dalszą
obronę. Majora Sucharskiego po ataku epilepsji, w stanie szoku przywiązano do łóżka. Od tego czasu
faktyczną obroną kierował kpt. Dąbrowski, który wydając polecenia i rozkazy swoim podkomendnym
,czynił to w taki sposób jakby je wydawał sam Sucharski. W tym dniu miało miejsce tragiczne wydarzenie -
rozstrzelano (prawdopodobnie za niesubordynację i samowolne opuszczenie stanowisk) koło placówki
Elektrownia czterech polskich żołnierzy, których groby odnaleźli Niemcy po zajęciu Westerplatte. Przez
następne dni składnica nie była atakowana, prowadzono ostrzał przez karabiny maszynowe i rozpoznawano
teren.4 września ostrzał z morza przeprowadziły dwa okręty: T-196 i Von der Groben, 5 września baterie
haubic, dzień później przez godzinę WST ostrzeliwały ciężkie haubice. Szóstego i siódmego dnia obrony
próbowano podpalić półwysep za pomocą cystern kolejowych z ropa naftową.7 września mjr Sucharski
wbrew załodze podjął decyzję o kapitulacji - żołnierze mogli i chcieli walczyć dalej. Amunicji i prowiantu
starczyłoby jeszcze na kilka tygodni walk. Mjr na piśmie musiał potwierdzać swój ustny rozkaz o kapitulacji,
w który obrońcy nie mogli uwierzyć. Żołnierze swoją nieugiętą postawą wobec wroga, chcieli zmobilizować
pozostałych Polaków do walki. Nikt nie chciał iść z majorem do niewoli i on sam wyznaczył swoich
parlamentariuszy. Załoga udała się do niewoli ( ), Sucharski otrzymał od Niemców szablę kpt.
Dąbrowskiego fałszywie podając im przyczyny kapitulacji (Niemcy nie mogli w to uwierzyć). Major
Sucharski w niewoli obiecał po wojnie wyjawić cała prawdę o Westerplatte. Jednak podczas pobytu w obozie
przypisał sobie zasługi Dąbrowskiego z okresu walk. Obietnicy swojej jednak nie spełnił umierając w
Neapolu w 1946 roku.
Po wojnie zaczyna się tworzyć mit Westerplatte, jeden z niewielu w historii II RP, któremu
komunistyczne władze dały rozkwitnąć. Chcąc udramatyzować pole walki z września 1939 roku radzieccy
saperzy wysadzili koszary w powietrze. To co się nie udało we wrześniu Niemcom chcącym usunąć ślady
swojej nieudolności udało się władzom PRL. Zniszczono i zdewastowano obiekty składnicy. W latach
sześćdziesiątych teren walk uprzątnięto i zagospodarowano.
Major Henryk Sucharski jako syn chłopa i przeciwnik sanacji doskonale wpasował się na bohatera
PRL - owskiej historii na jakiego wykreowała go ówczesna propaganda. Faktyczni bohaterowie tamtych dni
jako "pachołkowie sanacji" i "obrońcy faszyzmu" żyli w biedzie i nędzy. Szykanowani, poniżani i skłóceni
żyli w milczeniu. Wielu z nich poznało kazamaty ubeckich katowni (w krakowskim więzieniu zmarł lekarz
kpt. Słaby). Pamiętano o Westerplatczykach tylko przy okazji wrześniowych rocznic. Wielu, jak mówili
wolało zginąć na Westerplatte, niż być tak traktowanymi przez ojczyznę, o wolność której walczyli we
wrześniu 1939 roku.

