Formacja ta również składała się z samolotów typu He 111H, jednakże świadek opisujący jeden z nalotów z 4 września,
podaje liczbę 20 sztuk, co eliminuje ją, jako tę o której wspomina w swej relacji. Eskadra jest formacją liczącą w swych
szeregach od 9 - 16 samolotów. Cały I Dywizjon 152 Pułku Bombowego liczył na początku września łącznie 40 sztuk
samolotów. Tymczasem w nalocie brała udział jedna eskadra. Jeśli weźmiemy dodatkowo pod uwagę słowa świadka, z
którego kontekstu wypowiedzi wynikało, że samoloty te były na tyle zwrotnymi i szybkimi, by móc obniżyć lot i polować na
ludność cywilną, nie pozostaje nam nic innego, jak wyeliminować mało zwrotne He 111H i przywołać kolejny nalot, będący
obiektem naszego zainteresowania.
Jest nim trzeci w kolejności od początku wojny, a drugi i ostatni nalot w tym dniu, jakiego doznało miasto. Formacją,
która 4 września w godz. 11.10 12.20 ponownie zjawiła się nad miastem i celnie zbombardowała tory kolejowe oraz
dworzec w Inowrocławiu, był II Dywizjon 2 Pułku Bombowców Nurkujących pod dowództwem Gruppenkommandeura
Hauptmanna Ulricha Schmidta. Dywizjon przyleciał nad miasto z lotniska w miejscowości Klukowo pod Złotowem, do
którego dzień wcześniej (tj. 3 września) między godz. 17.40 a 18.35 przebazował się z lotniska w miejscowości Rędzikowo
pod Słupskiem. W jego skład wchodziły trzy eskadry samolotów Ju 87B. Dostępne materiały źródłowe pozwoliły
dodatkowo na identyfikację dowódcy jednej z trzech eskadr, biorących udział w nalocie. 5 eskadrą dowodził
Oberleutnant Hans Eilers.
Łącznie do dnia zajęcia miasta przez wojsko, tj. do 8 września, wg dzienników lotów i odnotowanych w nich
meldunkach, Luftwaffe przeprowadziło trzy loty bojowe, których celem były obiekty strategiczne w Inowrocławiu. Nie
oznacza to, że nad miastem w późniejszym okresie nie przeprowadzano lotów. Leżało ono w linii, wzdłuż której lotnictwo
niemieckie w pierwszych dniach września wielokrotnie prowadziło loty rozpoznawcze. Stąd spotykane jest relacjonowanie
przez świadków widywania samolotów na inowrocławskim niebie, które przelatywały nie zadając zniszczeń.
W oparciu o powyższe przyjęcie daty 4 września jako dnia, w którym zarejestrowana została omawiana kronika,
wydaje się najbardziej bliskim prawdy. Bombardowanie obiektów strategicznych przeprowadzone zostało w okresie,
poprzedzającym wejście wojsk niemieckich do miasta, w dniu 8 września 1939, w którym to 337 Niemiecki pułk piechoty
dowodzony przez Oberstleutnanta Arndta do późnego wieczoru opanował całe miasto, likwidując pojedyncze polskie
gniazda oporu ogniem z działek i karabinów maszynowych. Na zarejestrowanym materiale widoczne są liczne leje po
bombach, których lokalizacja wokół i w sąsiedztwie miejsc o znaczeniu strategicznym, jest zbieżna z zeznaniami świadków
opisujących moment nalotu. Relacje te jednak skupiają się głównie wokół daty 3 września 1939r. Jest to być może wynik i
konsekwencja stresu jakiemu poddani zostali w tym dniu mieszkańcy. Ten stan emocjonalny potęgowała dodatkowo
świadomość naruszenia nietykalności swobód obywatelskich mieszkańców oraz nieuchronność nadchodzących dni. Dzień
ten wywarł trwały ślad w pamięciach osób, które go doświadczyły, do tego stopnia, że wszelka próba opisania po latach
kolejnych nalotów, nie była pozbawiona konfabulacji. Był to pierwszy w wojennej historii nalot jakiego doświadczyło miasto
i jego mieszkańcy. Inną przyczyną braku rzeczowych i wiarygodnych relacji, w których świadkowie opisywaliby kolejne po
pierwszym naloty, może być ich niezamierzone wyselekcjonowanie w przytaczających je powojennych publikacjach.
Zawarte w nich opisy skupiły się głównie na tym historycznym dniu, a cytowani autorzy wspomnień, pomijali bądź
nadmiernie uogólniali późniejsze naloty.
Tak duża ilość maszyn nad inowrocławskimi ulicami, nie pozostałaby zapewne nie zauważona we wspomnieniach i relacjach
świadków. Rzecz przedstawia się w tym, że należało w odpowiednim czasie do nich dotrzeć...
Zebrane materiały pozwoliły na przeprowadzenie stosownych badań terenowych. Poprzedziła je analiza porównawcza
współczesnych zdjęć satelitarnych, rozpatrywanych przez pryzmat archiwalnych kadrów kroniki. Ich głównym celem oprócz
uzupełnienia posiadanych informacji, była również identyfikacja miejsc utrwalonych na materiale źródłowym, jakim jest
opisywana kronika. Owocem rekonesansu w terenie oprócz dotarcia do opisywanych przez świadków i zawartych na
materiale źródłowym miejsc, było również zidentyfikowanie ujęcia, które jako jedyne sprawiało problemy z dokładną
lokalizacją. Umiejscowienie zabudowań utrwalonych na materiale filmowym, po blisko 70 latach nie jest rzeczą łatwą,
zwłaszcza w aglomeracji podmiejskiej, która to w sposób ciągły ulega przeobrażaniu również w dzisiejszych czasach.
Pozwoliły one jednak w sposób jednoznaczny umiejscowić nieistniejące współcześnie zabudowania w okolicy ówczesnego
majątku Kruśliwiec.

